Bóg wiedzie nas zaskakującymi drogami! Jesteśmy suchym liściem, pyłkiem, bańką mydlaną. Bądżmy tylko wiernymi i dajmy się prowadzić z wielką miłością i posłuszeństwem tam, gdzie popycha nas wola Boża, aż po ostatni powiew błogosławionego wiatru, który zaniesie nas do nieba – bł. Karol de Foucauld

Najnowsze

PolakPotrafi.pl – Finansowanie społecznościowe – ciekawe pomysły i projekty : Tryptyk z podróży

PolakPotrafi.pl – Finansowanie społecznościowe – ciekawe pomysły i projekty : Tryptyk z podróży.

Reklamy

Bo życie jest podróżą!

W poszukiwaniu odpowiedniego miejsca wywiało mnie, aż tutaj – http://szymonpodroznik.pl/

Serdecznie zapraszam do dalszego śledzenia i subskrypcji 😉

Bo życie jest podróżą…

Podróż po Amerykach się co prawda skończyła, ale nie skończyło się podróżowanie, życie po prostu.

Gdybyś ktoś z Was miał ochotę trochę jeszcze popatrzeć moimi oczami na podróże, życie i wszystko inne – serdecznie zapraszam!

 

http://szymonpodroznik.wordpress.com/

Postscriptum, statystycznie bezpieczniej…

Można znaleźć się na końcu świata, można mieszkać pośród ludzi, którzy nie znają żadnego europejskiego języka, można pracować w slumsach, można odwiedzać niebezpieczne zakątki miast i wiosek… i można wyjść z tego bez zadrapania.

Można też wracać z lotniska do domu, tam gdzie wydawałoby się, jest już bezpiecznie… i ulec wypadkowi. Tak właśnie było. Nie zdążyliśmy wyjechać z Warszawy kiedy wykonujący lewoskręt vw passa przyłożył prosto w nas. Dzięki Bogu obyło się bez poważniejszych niż stłuczenie klatki piersiowej obrażeń. Skasowany samochód w konfrontacji z zachowanym życiem to jednak mała strata…

A ja wracając w nocy autobusem do Łodzi, myślałem właśnie  o tym, że drogi boskie są niezbadane, że można mieszkać w kraju statystycznie bezpieczniejszym, lepiej rozwiniętym, o zdecydowanie wiele większej kulturze jazdy i nieporównywalnie lepszych drogach i… statystyka pozostaje tylko statystyką. Co byśmy nie robili, gdzie byśmy nie byli nie uciekniemy od tego co jest nam przeznaczone…

Wszystko ma swój koniec…

Wszystko ma swój koniec i koniec ma także mój pobyt w Ameryce Południowej. Dziś ostatni pełny dzień. Wizyta u św. Róży i św. Marcina – ważnych postaci dla tego miasta.

Mogę powiedzieć, że Peru mnie zaskoczyło. Często słyszałem, że jest podobne do Boliwii… nic bardziej mylnego. I przy całym szacunku do tego co tutaj zobaczyłem… jestem bardzo szczęśliwy, że pracowałem w Boliwii. Chyba niestety jedynym już kraju w Ameryce Południowej, gdzie stara tradycja i kultura jeszcze jest podtrzymywana nie tylko na wioskach.

To był dla mnie czas niesamowity pod każdym względem. Mam nadzieję, że jego owoce będę odkrywał i zbierał jeszcze przez wiele lat! 🙂

Wypadałoby pewnie zrobić jakieś podsumowanie, domknąć wszystko piękną klamrą. Ale może właśnie nie… niech skończy się w pół słowa… w pół drogi… bo przecież podróż nigdy się nie kończy…

Miło mi było spotykać się tutaj z Wami i do… następnego razu… – Hasta la vista!

IMGP4846

Kwintesencja szczęścia…

1. On jest szczęśliwy bo ma pieniądze i władzę…

2. On jest szczęśliwy bo ma zdrowie i rodzinę…

3. On jest szczęśliwy, bo stracił w wypadku tylko rękę, ale nogi ma sprawne…

4. On jest szczęśliwy, bo choć jeździ na wózku, to normalnie komunikuje się ze światem…

5. On jest szczęśliwy, bo reaguje na to co się do niego mówi i choć nie może odpowiedzieć… widać, że rozumie…

 

Oto jak może się zmieniać hierarchia wartości…  A Ty, na którym etapie jesteś?

Chłopaki z Limy – prawdziwa historia…

Marcus to jeden z tych urwisów, którym po jednym spojrzeniu wszystko się wybacza. Jego oczy mówią nam tylko jedno, co jeszcze zmajstrować, na które drzewo dziś się wdrapię, które okno zbije… Jednak radość i uśmiech, optymizm i chęć życia, którą zaraża wszystkich wokół, sprawia, że nie można długo się na niego gniewać. To wypisz wymaluj podróżnik – odkrywca. Gdyby urodził się kilkaset lat temu na pewno byłby oficerem statku, przemierzającego nieznane wody w poszukiwaniu nie odkrytego jeszcze lądu…

 

Jose Martin to filozof. Jego tyrady są doprawdy imponujące. Potrafi zbić każdy argument i wykazać swoją słuszność. Dlatego też kiedy tylko zaczyna lepiej od razu mu ustąpić. Spojrzenie również miewa piorunujące. Tak jakby chciał Ci powiedzieć „jeszcze się nie odezwałeś, a już wiem co mi powiesz i mam przygotowaną kontrę”. Gdyby urodził się kilkaset lat temu na pewno byłby światowej sławy filozofem i ojcem głównego nurtu filozofii latynoamerykańskiej…

 

Joshi to po prostu Joshi. Takiej dawki życia i dobrego humoru dawno nie widziałem. Stepuje i tańczy tak, że Michał Piróg może mu czyścić buty. A przy tym porywa tłumy. Kiedy robi się gęsta atmosfera, bo któryś coś narozrabiał, nagle w oddali można usłyszeć wystukiwanie rytmu. Najpierw ciche i spokojne, a potem z każdą chwilą mocniejsze. Po chwili już wszyscy mają dobre humory i klaszczą w dłonie. Joshi, ten na pewno zrobiłby karierę w showbiznesie… to jego przeznaczenie!

 

Jeremiasz to maskotka oddziału. Jest najmniejszy ze wszystkich chłopaków, a w dodatku straszna z niego „przylepa”. Uwielbia wdrapywać się na moje ręce i w ten sposób zwiedzać okolice. Poza tym jednak fantastycznie się ze wszystkimi dogaduje. Potrafić namówić kucharkę, że Santos powinien dostać dokładkę, a wychowawcę, że Krystian będzie już grzeczny i nie warto go dziś karać. Widzę go w przyszłości jako mediatora godzącego jednym zdaniem najbardziej zwaśnione strony…

 

Jose jest za to najstarszy i najbardziej stateczny. Choć skończył ledwie 16 lat, swoją powagą i odpowiedzialnością można by go pomylić z jednym z wychowawców. Pilny, poukładany, nie zawodzący. To jedna z tych postaci na którą zawsze można liczyć. Pobiegnie i szybko załatwi sprawę, położy malców spać, mówiąc im jeszcze coś miłego do ucha, naprawi nie domykające się drzwi, pomoże w corocznych świątecznych porządkach. Jose będzie po prostu dobrym mężem i ojcem, takim na którym nie przejedzie się jego rodzina…

 

Mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, opisywać charakter, zachowanie, prognozować przyszłość, aż doszedłbym do ostatniego… dwudziestego… Tacy są w moich oczach… chłopaki z Limy… banda nie do pokonania… Takich chcę ich widzieć i jestem przekonany, że właśnie tacy by byli… ale na zewnątrz nie są… nie mogą….

 

Marcus, przykuty do wózka, porażenie mózgowe, nie mówi, nie ma władzy w nogach, dość obficie się ślini… ale swoimi oczami pokazuje mi kim jest naprawdę, wewnątrz, w środku… Każdą przejażdżkę wózkiem wykorzystuje do tego by złapać, nie wiadomo jak, wystająca kratę, by zajrzeć do schowka na szczotki, albo spróbować jak smakuje okno…

 

Jose Martin, przykuty do wózka, nie mówi, nie zidentyfikowałem jeszcze jego choroby… kiedy mu się coś nie spodoba wyrzuca z siebie niezliczone ilości niezidentyfikowanych nigdy słów… jestem pewien, że w jego języku jest to ciąg najbardziej racjonalnych argumentów przemawiających na jego korzyść…

 

Joshi, porażenie mózgowe, nie mówi, porusza się na wózku, ale posiada niewielką władzę w nogach. Potrafi się tak niesamowicie podciągnąć by samemu przedostać się na własne łóżko. No i to stepowanie. Kiedy idzie często zahacza butami w taki dziwny sposób, że uderza nimi głośno o podłogę. Mówcie co chcecie. Ja wiem, że on stepuje…

 

Jeremiasz, ma coś na kształt progerii. Jest najmłodszy, a wygląda jak 80-letni staruszek. W dodatku nie ma nóg i zębów. Jednak jego radość i ciepło się nie zmieniają. Jako jedyny czeka o 7 rano przed wejściem na korytarz, by przywitać się ze mną i dalej już na moich barkach pokonać drogę na stołówkę…

 

Jose, porażenie mózgowe… na tyle lekkie, że może poruszać się z trudem o własnych siłach, nie mówi. Cóż powiedzieć, Jose jest naprawdę bardzo odpowiedzialny. Kiedy widzę ile siły wkłada w każdy wykonany krok, zyskuje coraz większy szacunek dla tego dzieciaka, że mu się chce, że mu się nie nudzi, że walczy…

 

Chłopaki z Limy… tacy są naprawdę… ale swoim życiem pokazują coś zupełnie innego… życie jest darem… żebyśmy chociaż w jednym procencie potrafili je wykorzystać tak jak oni…